Perfekcjonizm pod krawatem. Kiedy ambicja zaczyna kosztować zbyt dużo?

Kiedy ambicja jest źródłem energii a kiedy napięcia?

Wysokie standardy, odpowiedzialność i ambicja są częścią roli menedżera. Pomagają dowozić wyniki, podejmować trudne decyzje i wymagać od siebie jakości.

Ale jest moment, w którym ambicja przestaje być źródłem energii, a zaczyna być źródłem napięcia.

To moment, kiedy „chcę zrobić dobrze” zamienia się w „nie mogę popełnić błędu”.

Kiedy delegowanie staje się trudne, bo „sam zrobię to szybciej”.

Kiedy po udanym projekcie zamiast satysfakcji pojawia się pytanie: „Co jeszcze mogłem zrobić lepiej?”

I kiedy nawet po wyjściu z pracy, głowa nadal prowadzi kolejne spotkanie, poprawia prezentację i analizuje rozmowę sprzed kilku godzin.

Perfekcjonizm w pracy menedżera jest szczególnie podstępny, bo długo może wyglądać jak kompetencja.

Daje poczucie kontroli. Podnosi jakość. Pomaga osiągać cele. Do czasu…

Bo cena za utrzymywanie nierealistycznie wysokiego standardu może być wysoka: chroniczne napięcie, zmęczenie, trudność z odpoczynkiem, odkładanie decyzji, mikrozarządzanie, a czasem także przenoszenie własnej presji na zespół.

Dlatego warto zamienić pytanie:

„Czy jestem wystarczająco dobrym menedżerem?”

na:

„Czy sposób, w jaki dążę do dobrych wyników, jest do utrzymania w długiej perspektywie?”

I właśnie tutaj mindfulness może być praktycznym narzędziem menedżerskim – nie po to, żeby obniżać poprzeczkę, ale żeby nauczyć się rozpoznawać moment, w którym wysokie standardy przestają służyć wynikowi, a zaczynają kosztować człowieka zbyt dużo.

 

Perfekcjonizm nie zawsze wygląda jak perfekcja.

Nie zawsze oznacza dopracowaną prezentację, sprawdzanie raportu po raz dziesiąty czy poprawianie każdego szczegółu.

Czasami perfekcjonizm wygląda znacznie bardziej niepozornie:

  • trudno nam delegować, bo „szybciej zrobię to sam”,

  • długo po spotkaniu analizujemy jedną swoją wypowiedź,

  • skupiamy się na jednym błędzie, mimo wielu dobrze wykonanych rzeczy,

  • odkładamy zadanie, bo obawiamy się, że nie wykonamy go wystarczająco dobrze,

  • mamy poczucie, że odpoczynek trzeba najpierw „odpracować”,

  • osiągamy cel, ale zamiast satysfakcji od razu pojawia się kolejny,

  • automatycznie podnosimy sobie poprzeczkę, gdy tylko uda nam się ją przeskoczyć.

To właśnie dlatego perfekcjonizm może być trudny do zauważenia. Z zewnątrz często wygląda jak bardzo duże zaangażowanie.

Kiedy działamy z automatu

W mindfulness dużo mówi się o automatycznym pilocie.

To stan, w którym robimy coś niemal bez świadomego wyboru. Reagujemy według utrwalonego schematu, zanim zdążymy zauważyć, co właściwie się z nami dzieje.

Perfekcjonizm może być właśnie takim schematem.

Pojawia się zadanie → pojawia się napięcie → uruchamia się myśl „muszę zrobić to idealnie” → dokładamy wysiłku → pojawia się chwilowa ulga → a następnie kolejny cel. I koło się zamyka.

Mindfulness nie polega na tym, żeby ten schemat siłą zatrzymać. Pierwszym krokiem jest zauważenie go.

Możemy złapać się na myśli:

„Znowu sprawdzam ten dokument po raz kolejny.”

„Boję się, że popełnię błąd.”

„Jestem zmęczona, a mimo to automatycznie dokładam sobie kolejne zadanie.”

To właśnie jest moment uważności. Nie musimy od razu niczego naprawiać. Najpierw zauważamy.

Między „muszę” a „wybieram”

Jedną z wartości mindfulness w pracy jest tworzenie przestrzeni pomiędzy bodźcem a reakcją.

Pojawia się trudne zadanie. Robimy błąd. Dostajemy wiadomość z kolejną prośbą.

Pierwsza reakcja może być automatyczna: „Muszę to zrobić natychmiast.” „Nie mogę zawieść.”

Uważność pozwala na chwilę się zatrzymać i sprawdzić:

Co się teraz ze mną dzieje? Jak reaguje moje ciało? Jakie myśli się pojawiają? Jakie emocje?

Czy rzeczywiście istnieje zagrożenie, czy mój organizm reaguje tak, jakby ono istniało?

I dopiero wtedy możemy zadać sobie kolejne pytanie:

Co w tej sytuacji będzie najbardziej adekwatną reakcją? Dajemy sobie wybór na reakcję.

To niewielka zmiana, ale może mieć duże znaczenie. Bo nie chodzi o to, żeby przestać być ambitnym. Chodzi o to, żeby ambicja była naszym wyborem, a nie automatycznym przymusem.

„Wystarczająco dobrze” nie oznacza „byle jak”

Dla osoby przyzwyczajonej do wysokich standardów słowo „odpuszczenie” może brzmieć jak obniżenie jakości.

Dlatego warto rozróżnić dwie rzeczy: odpuszczenie jakości i odpuszczenie niepotrzebnego napięcia.

Nie każde zadanie wymaga 100 procent naszej energii.

Nie każda decyzja musi być podjęta od razu.

Nie każdy mail wymaga kolejnych trzech poprawek.

Nie każda prezentacja musi być perfekcyjna.

Nie każda rozmowa będzie przeprowadzona dokładnie tak, jak chcieliśmy.

„Wystarczająco dobrze” może być świadomą decyzją, a nie rezygnacją ze standardów.

Dojrzałość zawodowa nie zawsze polega na tym, żeby robić więcej.

Czasami polega na tym, żeby rozpoznać moment, w którym kolejne 10 procent wysiłku nie przyniesie już realnej wartości.

Uważność to także sposób, w jaki traktujemy siebie.

Mindfulness nie ogranicza się do obserwowania oddechu czy wykonywania medytacji. To również sposób, w jaki odnosimy się do własnego doświadczenia.

Kiedy popełniamy błąd, możemy automatycznie uruchomić krytyka:

„Jak mogłem tego nie zauważyć?”
„Znowu nie zrobiłem tego wystarczająco dobrze.”

Możemy też nauczyć się zatrzymywać i zobaczyć sytuację z większą życzliwością:

„Popełniłem błąd. Co mogę z niego wyciągnąć?”

To nie oznacza pobłażania sobie.

Oznacza rezygnację z dodatkowego cierpienia, które często dokładamy do trudnej sytuacji poprzez nieustanną samokrytykę.

Praca z własnym perfekcjonizmem nie jest wyłącznie kwestią osobistego dobrostanu. To również praca nad kulturą, którą współtworzymy.

Zatrzymaj się przed kolejnym „jeszcze tylko…”

Spróbuj przy kolejnym zadaniu zatrzymać się na kilkadziesiąt sekund. Nie po to, żeby medytować.

Po prostu sprawdź:

1. Co jest teraz naprawdę ważne?

2. Co dzieje się w moim ciele?
Czy jestem napięty? Czy wstrzymuję oddech? Zaciskam szczękę?

3. Jaka myśl właśnie się pojawiła?
„Muszę”? „Powinienem”? „Nie mogę popełnić błędu”?

4. Czy kolejna poprawka rzeczywiście zwiększy wartość tego zadania?

5. Co wybieram zrobić, jeśli nie będę kierować się samym napięciem?

To może zająć mniej niż minutę. A jednak właśnie w takich małych momentach ćwiczymy uważność w codziennym życiu.

Nie wtedy, kiedy wszystko jest spokojnie. Tylko wtedy, kiedy najbardziej chce nam się działać automatycznie.

Nie wszystko, co możemy zrobić, musimy zrobić.

 

Next
Next

Prokrastynacja, czy rozwojowe odpuszczenie?